Po tym wydarzeniu Faustowi definitywnie odechciało się spacerów. Grzecznie powrócił do domu, marząc już tylko o relaksującej kąpieli. Najlepiej z Feliksem… Szybko skarcił się za podobne myśli, postanawiając ostatecznie wybić go sobie z głowy. Facet miał dziewczynę, w ciąży do tego. I gdyby Faust nie był wtedy troszkę pijany, to na pewno wszystko potoczyłoby się inaczej…
Wychodząc z pokoju, Faust nie mógł powstrzymać uśmiechu wypływającego mu na twarz. Wciąż był jeszcze lekko podpity, więc kac na razie mu nie groził. Obudzenie się rano, u boku przystojnego faceta zawsze było przyjemną odskocznią od szarej rzeczywistości… Do tego wyraz twarzy Feliksa, tuż po przebudzeniu, był taki zabawny.
Przypomniawszy to sobie, uśmiechnął się jeszcze szerzej, przystając w korytarzu. Zaczął przeszukiwać torbę w poszukiwaniu pewnej bardzo istotnej kartki. W końcu z poważnym wyrazem twarzy uniósł ją nad głowę, po chwili przegrywając jednak z prawami fizyki i ponownie zataczając się na ścianę. Cholera, czy ten korytarz nie mógł być chociaż trochę krótszy? Spojrzał na nieco zmiętolony szkic błogo nieświadomego, śpiącego chłopaka.
Hej, nie był zboczeńcem! To była tylko taka mała pamiątka… Szkoda, że nie mógł już pokazywać się Feliksowi na oczy. Będzie go musiał zachodzić od tyłu…
Po chwili poczuł się nieprzyjemnie obserwowanym. Odwrócił się gwałtownie, chcąc zaskoczyć przeciwnika i w rezultacie wpadł na drugą ścianę. Czuł się jak na statku… Cholernym Titanicu…
Resztką sił rozpoznał w chłopaku brata Feliksa. Nie mogąc odwołać się do jego imienia, odparł zachrypniętym głosem.
- Witam szanownego brata Feliksa! – Powitał go przyjaźnie, kłaniając się tak, że prawie wylądował na podłodze. Nawet nie próbował zrobić czegoś z niedopiętą koszulą będącą dowodem zbrodni.
- Co robiłeś w sypialni mojego brata, kryptopedale? – Rozległ się głos Augusta. Jeszcze tylko lampka świecąca po oczach i wyglądałby jak śledczy z W11 podczas przesłuchania osiedlowego żula.
- Czyżby pan był szanowną przyzwoitką szanownego brata? – Odparł pijacko Faust, z całych sił utrzymując się w pionie. Zmrużył gniewnie oczy, wyglądając przez to jakby zapomniał swoich okularów do czytania. – Bronisz szanownej cioty… CNOTY! – Wykrzyknął natychmiast – swojego szanownego braciszka? – Był niezwykle dumny ze swojej elokwencji. Ktoś powinien wręczyć mu za to medal – Przemknęło mu przez głowę.
- Ja pierdole… - August zrobił klasycznego facepalma – Skończ z tym szanownym… Chwileczkę… - Wlepił wzrok w Fausta. Ciszę przerywał jedynie dźwięk ruchu zębatek w umyśle Augusta. Faust mógł przysiąc, że naprawdę je słyszy. Po chwili w korytarzu, lub raczej umyśle Fausta wybuchło białe światło, poprzedzające donośny okrzyk bojowy Augusta.
- KURWA! – Rozbrzmiało po budynku.
Chwilę później Faust był już na tyle trzeźwy, żeby cofnąć się na bezpieczną odległość, kiedy przez drzwi jednego z pokoi wychylił się Feliks, owinięty jedynie w prześcieradło bądź kołdrę, trudno było stwierdzić… Tymczasem obrońca cnót niewieścich patrzył na Fausta z mordem w oczach. Oczywiście, że nie było żadnych szans na przeżycie!
Przyszła pora wezwać swojego lojalnego szofera z przymusu. Poczekał na moment kiedy August niemal zaczął zalewać się łzami na myśl o zostaniu ojcem trojaczków, po czym wyminął go bezgłośnie, wybiegając na parking. Słońce dopiero wychylało się zza horyzontu, zalewając cały parking ciepłym światłem.
Siłą woli utrzymując pion, Faust dobiegł do bogu ducha winnej budki telefonicznej. Oparł się na chwilę o zimną szklaną taflę, po chwili wybierając z pamięci numer Sebastiana.
Po czterech, czy pięciu sygnałach usłyszał w słuchawce zaspany głos przyjaciela.
- Czegooo? – Zawył, najwyraźniej wybudzony z jakiegoś bardzo hentajnego snu.
- Przybywaj! – Wrzasnął w słuchawkę Faust, najwyraźniej spodziewając się, że Sebastian zmaterializuje się tuż koło niego.
- Faust… Nawet przez słuchawkę jedzie od ciebie alkoholem… Weź się prześpij i daj mi święty spokój… - Sebastian najwyraźniej przymierzał się do odłożenia słuchawki.
- Daj spokój, wiesz jaka była impreza?! – W słuchawce dało się słyszeć jakieś niemrawe przytaknięcia. – Jakiś facet chce… - Faust dojrzał Augusta, który nagle pojawił się w oknie, krzycząc coś – Urwać mi jaja i zrobić z nich gulasz… - Wyczytał z ruchu jego ust Faust, po czym roześmiał się głośno.
- W chuj zabawne… - Przyznał Sebastian.
- Nie marudź tylko chodź po mnie… - Szepnął do słuchawki Faust, rozłączając się znowu z dzikim śmiechem.
Faust jęknął, brutalnie wybudzając się ze snu będącego jednocześnie wspomnieniem. Zerknął na halogenowy wyświetlacz budzika, dowiadując się, że jest godzina 3:33. Nawet się nie zorientował kiedy zasnął we własnym łóżku, ostatecznie nie biorąc upragnionej kąpieli. Uświadomił mu to dopiero Sebastian, który od jakiegoś czasu stał nad jego łóżkiem, czekając na odpowiednią chwilę aby wystraszyć go na śmierć. Jego idiotyczny wyraz twarzy, oświetlony dla lepszego efektu latarką, był tylko potęgowany przez dziecięcą pajacykową piżamkę.
- Pedobear? – Zgadywał Faust, za karę dostając zabójczym o trzeciej w nocy światłem latarki po oczach.
- Prąd odcięli. – Odpowiedział w ciemnościach Sebastian – Nie mogę oglądać moich yao… hentajców. – Poprawił się szybko.
- I musisz mnie o tym informować w środku nocy? – Odparł Faust, uśmiechając się jednak chamsko, słysząc pomyłkę. – Powiedz o tym znajomym na facebooku… - Zamyślił się teatralnie – Nie, czekaj, przecież ty nie masz znajomych…
Sebastian zasępił się, stojąc tak dalej jak idiota i oświetlając twarz próbującego zasnąć Fausta.
- Nie śpij… - Rzucił w przestrzeń. – W całym mieście padło zasilanie, nikt nie wie o co chodzi… - Kontynuował.
- Pewnie Trauma lata po mieście jak pojebana, wrzeszcząc, że nadszedł czas dzieci nocy. – Mruknął spod kołdry Faust, rozbawiony tą wizją. Nagle mignął mu przed oczami diabolicznie czarny motor. – Wiesz, że ktoś próbował mnie dzisiaj zabić?
- Serio? – Zainteresował się chłopak, przysiadając na łóżku.
- No, mówię ci, facet był dziwny. Miał wzrok jak narkoman… - Skulił się bardziej pod kołdrą.
- Wiesz, myślałem już o tym długo… i… I chciałbym ci coś powiedzieć… - Zająknął się Sebastian, zmieniając temat i patrząc wszędzie, byle nie na Fausta.
- Wal śmiało. – Zachęcił go Faust, chociaż miał wielką ochotę pozbyć się gościa i wreszcie zasnąć. Ciszę zagłuszał tylko wybuch jakiegoś dziecka neo, które odkryło, że bez prądu nie odpali komputera.
Sebastian czuł jak serce podchodzi mu do gardła. Zacisnął spoconą dłoń na latarce. Kompletnie nie znał się na takich sprawach… Imiona jego wszystkich partnerów kończyły się zwykle na .jpg
- Zasnąłeś tam? - Szepnął sennym głosem Faust, bardziej wciskając twarz w miękką poduszkę.
Teraz albo nigdy – Zadecydował Sebastian.
- Faust… Ja… - Zbierał w sobie całą odwagę, kiedy drzwi otworzyły się impetem.
- NASTAŁ CZAS DZIECI SZATANA! – Krzyknęła postać w drzwiach, a nocne niebo niespodziewanie przeciął piorun.
- Jakbym nie mówił… - Westchnął Faust, wygrzebując się z łóżka.
Trauma uśmiechnęła się tryumfalnie, odgarniając z czoła płomiennie rude włosy i ukazując zgromadzonym sławne, plastikowe kły.
Sebastian natychmiast wtulił się w ścianę, nawet nie chcąc rozważać perspektywy bycia
ofiarą fetyszowego głodu Traumy.
- Faaauście! – Zakrzyknęła ponownie, niczym duch w podrzędnym horrorze – A gdzie się podział twój Mefisto? - Spytała nagle zupełnie poważnie.
- Chyba wrócił do siebie, na samo dno piekła… - Zadramatyzował Faust, znów będąc zmuszanym do myślenia o Feliksie… – Wiesz dlaczego w mieście zabrakło prądu? – Zmienił szybko temat.
- Podejrzewam coś dużego! – Zaczęła nawijać z pasją – Bo wiecie, jak coś potężnego przybywa do miasta albo domu, to potrzebuje energii… - Zastanowiła się nad tym chwilę, kątem oka dostrzegając czołgającego się w stronę drzwi Sebastiana – Sebas! – Sebastian drgnął z ręką przy klamce, klnąc przy tym cicho – Teraz zbyt dużo wiesz, nie możemy cię wypuścić… - Faust zachichotał słysząc to. Zapowiadała się zabawa. – No, na czym skończyłam? – Trauma straciła wątek.
- Coś o źródłach energii – Mruknął markotnie Sebastian, grzecznie przysiadając na skraju kanapy, z dala od Traumy.
Trauma nie odpowiedziała, wpatrując się w sufit i rozmyślając nad czymś intensywnie.
- Wiecie, znam chyba kogoś kto wyjaśni nam to lepiej. – Powiedziała po chwili ciszy. To było do niej niepodobne. Zazwyczaj sama chciała wszystko wyjaśniać i możliwie jak najdłużej pozostawać w centrum zainteresowania.
Szli jeszcze bardziej zacienionymi niż zwykle bocznymi uliczkami, co rusz napotykając jakichś starych pijaków i bezdomnych. Faust szedł, rozglądając się ciekawie i żwawo stukając obcasami swoich kozaków. Trauma szczerze ich nienawidziła, gdyż stanowiły konkurencję dla jej wciąż powiększającej się kolekcji lolicich bucików. Może i Faust był jej przyjacielem, ale przecież nie mogła pozwolić by wyglądał w damskich butach lepiej niż ona. Nie było to nic osobistego, po prostu już od czasów kiedy dinozaury swobodnie biegały po ogródkach, oni toczyli bój o to, Kto W Czym Lepiej Wygląda.
Sebastian tymczasem odcinał się od zewnętrznego świata swoimi wielkimi słuchawkami, nucąc i co jakiś czas machając latarką w rytm muzyki. Nie oszukujmy się, irytowało to wszystkich.
- Daleko jeszcze? – Faust nie chciał się przyznawać, że buty zaczynają go uwierać. Może Trauma specjalnie kręciła się z nimi w kółko, czekając aż Faust wyjebie się o coś?
- To tutaj. – Wskazała na metalowe, rdzewiejące drzwi, prowadzące do obskurnej klatki schodowej.
Sebastian przekrzywił głowę w bok, przyglądając się wejściu pod innym kątem.
- Ja tam nie wchodzę! – Po namyśle cofnął się o krok. – Trauma, jesteś pewna, że twoje wampirze zmysły nie próbują nas wyruchać i powinniśmy być teraz pod jakimś ładnym, jednorodzinnym domkiem z przystrzyżoną trawką w ogródku? – Sebastian zaświecił jej w twarz latarką. W odpowiedzi Trauma wbiła w niego spojrzenie czerwonych soczewek.
- Nie. – Warknęła, aż Sebastian posłusznie wyłączył latarkę.
Faust tymczasem wlepiał wzrok w zaparkowany nieopodal znajomy, czarny motor. Agata zadawała się z ćpunami?
- Wiesz, może Sebastian… - Zaczął, ale Trauma była już w budynku, wspinając się po niepewnych, drewnianych schodach.
- Ona oszalała! Mówię ci Faust, wykaż się choć raz jakimś insynktem… istynktem… - Sebastian nie mógł wypluć z siebie tego słowa.
- Sebas, chcesz słownik? – Spytał retorycznie Faust, zapominając o tym, że kiedykolwiek chciał przyznać Sebastianowi rację. Podążył za Traumą, dostając zawału za każdym razem kiedy schody zaczynały skrzypieć zgrzytliwie.
- No szybciej! – Poganiała go, sama stojąc już u szczytu schodów – Gdzie Sebastian? - Wyjrzała na dół przez barierkę.
- Stchórzył. – odparł Faust, wzruszając ramionami i na chwilę tracąc równowagę na ostatnich stopniach schodów. Cholerne buty, same problemy…
- Wcale nie…! – Krzyknął z dołu Sebastian, oświetlając korytarz latarką. – Tu jest jak w nawiedzonym domu… - Szepnął, znów w idiotyczny sposób oświetlając twarz od dołu.
- Nom. Oprócz niego w innych mieszkaniach jest pusto. – Niespodziewanie przyznała mu rację Trauma. – Pomyślałam, że będzie fajnie.
- Kim właściwie jest ten „on” ? – Spytał Faust, chociaż wcale nie chciał poznać odpowiedzi na to pytanie. Szli teraz kolejnym korytarzem, mijając otwarte drzwi prowadzące do pustych mieszkań. W budynku było wilgotno i zimno. Kto mógł chcieć mieszkać w takich warunkach?
- Ty się tak nie interesuj, Faust! On już jest zajęty. – Fuknęła na niego dziewczyna.
- Za późno, właśnie mnie zainteresowałaś… - Uśmiechnął się Faust. Wlekący się za nimi Sebastian wykonał gest jakby chciał strzelić sobie w głowę latarką.
- Mefisto nie będzie zazdrosny? – Zaniepokoiła się Trauma.
- Przeklinam dzień, w którym ci o nim powiedziałem… - Westchnął Faust – Nie, nie będzie, bo mnie nie zna. Rozumiemy się?
- Ok, ok, już nie ciągnę tematu! – Uniosła dłonie w obronnym geście. Właśnie zatrzymali się przed wysuwającymi z zawiasów drzwiami. Trauma bezceremonialnie zapukała blaszką osłaniającą otwór służący do wrzucania listów. Przez chwilę słychać było tylko ciszę, po czym drzwi otworzyły się gwałtownie. Sebastian wrzasnął, upuszczając latarkę i biegnąc w przeciwnym kierunku. Faust przełknął tylko cicho ślinę, ignorując Traumę zarzucającą ręce na szyję swojemu popierdolonemu motocykliście.
Nazwijcie mnie wariatką, ale mam wrażenie, że wen mnie ostatnio nie kocha...

Głosuj (1)
02.08.2011
Ohayo. Jesteś wytrwałym podróżnikiem w sprawach M&A ?
Swoje wieczór spędzasz czytając mangi , oglądając anime ... ?
jeżeli tak to właśnie pasujesz do nowo powstałej strony dla fanów!
Rejestracja nic nie kosztuje , pomóc nam rozbudować stronkę , recenzuj anime/mange , poznawaj nowych ludzi o takich samych zainteresowaniach i baw się!
http://otaku.bnx.pl/news.php
Yurri, http://Yurri.id.joe.pl/
27.07.2011
Dzięki, nie zamierzam się wyżalać, bo wiem jak to się skończy. (zazwyczaj zamknięciem bloga bo ktoś z rodziny grzebał w necie i znalazł) Z pewnością będę odwiedzać twojego bloga. Trzymaj się.
Uzume, brak www
26.07.2011
"Kompletnie nie znał się na takich sprawach… Imiona jego wszystkich partnerów kończyły się zwykle na .jpg" - to mnie powaliło i zostało moim nowym seksownym opisem na gg. XD
aah, YAOI~ jeszcze więęęcej yaoi~ *fangirl mode* cóż, stwierdzam, że chyba najbardziej lubię Fausta, na chwilę obecną. Sebastian jest słodki, ale to jeszcze nie to. za to ciekawi mnie, kim jest rzeczony Mefisto, bo samo imię już może przyprawiać o palpitacje serca...XD
matryoshka, http://boys-love.blog4u.pl/
25.07.2011
Jedną z najważniejszych rzeczy w pisaniu opowiadania, jest ciągłe zaskakiwanie czytelnika. Ty to potrafisz :D
Duży plus także za wspomnienie o yaoi i za facepalpma ^^ . Czekam na więcej.
Pozdrawiam Aesha ;*
bez podpisu, http://brzask.blog4u.pl/



